Zamawiam nasienie

Nie warto selekcjonować na jedną cechę...

Selekcja biorąca pod uwagę małą liczbę cech, które pragniemy poprawić czy uzyskać, jest szybsza niż wybieranie przyszłych rodziców, niż taka, która ma na uwadze szerokie spektrum zalet i wad, które chcemy widzieć u potomstwa. Czy nie jest jednak zbyt ryzykowna, szczególnie w przypadku, gdy nasz koncept hodowlany nie sprawdzi się, a wyhodowanemu potomstwu brak będzie innych atrybutów?

Selekcja biorąca pod uwagę małą liczbę cech, które pragniemy poprawić czy uzyskać, jest szybsza niż wybieranie przyszłych rodziców, niż taka, która ma na uwadze szerokie spektrum zalet i wad, które chcemy widzieć u potomstwa. Świat pędzi i hodowcy też chcą uzyskać jak najszybszy efekt – konia skaczącego 160 cm. Często nie zastanawiają się jednak kto w przyszłości będzie go trenował i na nim startował, czy zdrowie i temperament tego konia ( bo charakter jest nabyty) pozwoli mu dojść tak wysoko. Ilu cierpliwych, profesjonalnych jeźdźców napotka na swojej drodze, którzy nie wypaczą jego charakteru, ukształtują jego mięśnie i kościec poprzez odpowiedni trening, pozwolą wykształcić mechanikę ruchu i skoków bez „zwijania i rolowania” go w precel, by szybko dojść do „celu” jakim jest możliwość skrócenia konia po skoku, po którym następuje często ucieczka, gdyż koń doznał już przed nim i po nim wielu nieprzyjemnych bodźców. Dochodzą jeszcze cechy budowy. Nieco zadziwia mnie nadal panująca jeszcze gdzieniegdzie moda na konie ciężkie, żeby nie powiedzieć toporne, czasem wręcz brzydkie, kościste, z wielkimi głowami, z niezbyt długimi potylicami, masywne i czasami nawet limfatyczne. Z takiej populacji koni można wybrać ogiery skokowe, a i owszem, są to konie silne, czasem nawet bardzo, ale czy są elastyczne i zwinne, tak by szybko pokonywać zakręty w parkurowych rozgrywkach i wyskakiwać nad wysokie oksery z często ukośnych najazdów? Przecież tak właśnie teraz wyglądają rozgrywki, ba, nawet same parkury, szczególnie te na halach pozbawione są dalekich, prostych najazdów. Co nam po ciężkim koniu, którym będzie trzeba jechać szybciej, by nadrobić czas, bo na ciasnych zakrętach skrótów wykonać się na nim nie da, w czasach kiedy o dobrym miejscu decyduje już nie bezbłędny przejazd, ale setne części sekundy? Pamiętam jak gen. Michał Gutowski siedząc na widowni podczas zawodów CSI w Poznaniu kilkanaście lat temu opowiadał jak to drzewiej bywało, kiedy to parkury miały długie najazdy, jeździec po zakręcie zawsze zdążył konia wyprostować, konie były silne, ale bynajmniej nie zwinne. Podobne uwagi czyni Alwin Schockemoehle w „Der Hannoveraner”, kiedy mówi, że era ogierów typu Gotthard minęła, że świat szuka już ogierów z „krwią”. Nie chodziło mu tu bynajmniej o duży dolew pełnej krwi angielskiej, która czasem potrafi obniżyć walory skokowe, ale o temperament – zrównoważony, ale ruchliwy, szybszy w reakcjach i lżejszą , szlachetniejszą budowę. Inny hodowca w Holandii powiedział mi kiedyś, że owszem: „koń ma skakać, a wygląd to niby sprawa drugorzędna, ale jak rano wchodzę do stajni to lubię jak z boksów patrzą na mnie piękne głowy i duże, bystre oczy”. Koń to zwierzę-towarzysz, bez względu na panujące trendy i programy, chcemy by nas lubił i poważał , by cieszył nasze oko urodą, nie tylko walorami użytkowymi. Zawsze, gdy wybierałam ogiera do krycia miałam na uwadze, nie tylko jego możliwości skokowe. Starałam się wybierać ogiery jak najbardziej prawidłowe, ale też szlachetne (nawet jeśli były to ogiery niezbyt wysokie), elegancie, zdrowe i …z dobrym ruchem. Wybieranie ogiera na podstawie jednej cechy – samych tylko skoków, to bardzo duże ryzyko. Owszem, stęp dla ogiera skokowego nie jest sprawą bardzo istotną, jak to mówią hodowcy koni holsztyńskich – jest potrzebny po to, by ogier wszedł do przyczepki. Ale co będzie jak ta jedna cecha - skokowa, zawiedzie? Możemy otrzymać trudnego do jazdy, nie szanującego drągów tuptusia bez ruchu i urody. Nie każdy koński osobnik płci męskiej skaczący parkury Grand Prix będzie też dobrym reproduktorem. Jeśli jeździ na nim wybitny jeździec, bo dostał go do jazdy od majętnego właściciela bywa, że użyje wszelkich sposobów, by dotrzeć nim na szczyty – na wszelkich „patentach” czy ochraniaczach uciskowych; teraz, co prawda, na szczęście już zabronionych, ale być może jeźdźcy „podążający na skróty” wymyślili już jakieś nowe ulepszacze pracy tylnych kończyn. Co nam po takim ogierze, który wymaga tylu „pomocy”? Wolę te chodzące 140 cm na czysto pod mniej znanymi jeźdźcami, ale z delikatną reką. Można wtedy postarać się i z większym prawdopodobieństwem ocenić jezdność, technikę skoku, mechanikę chodów nie skrępowanych czy wymuszonych siłowymi pomocami. Wielu powie - a co mi po urodzie i elastycznym ruchu ogiera skokowego? Otóż właśnie, jeśli nie otrzyma on od natury wielkiego talentu skokowego, zawsze może ucieszyć oko urodą i ruchem, może być w przyszłości po prostu miłym koniem do rekreacji, czy małego sportu. Jasne, niewielu hodowców stawia sobie za cel hodowanie koni do jazdy dla przyjemności, ale tak właśnie kończy 80-90 % hodowanych koni, wszędzie, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, tylko, że poziom jeźdźców amatorów - posiadaczy koni do jazdy rekreacyjnej, czy do zawodów towarzyskich, jest w poszczególnych krajach bardzo zróżnicowany. Problemu tego nie mają posiadacze klaczy o rodowodach wypełnionych znanymi przodkami, którzy kryjąc z góry zakładają, że źrebię, czy nawet już embrion, będzie na sprzedaż. Wtedy przy doborze pod uwagę bierze się ogiery, których potomstwo uzyskuje najwyższe ceny na światowych aukcjach, często nie bacząc czy taki rodowód pasuje do danej klaczy. Ale to już zupełnie inny temat… Autor: Katarzyna Wiszowaty
INNE ARTYKUŁY

Nowy nabytek w stajni – źrebię – radość czy troska?

czytaj

Matczyny behawior część 2, czyli gdy źle się dzieje

czytaj

Behawior matczyny

czytaj
powrót do listy artykułów
Warunki stanówki
Cichoń Stallions
Warunki stanówki
Helgstrand & Schockemöhle